Resident Evil - seria

11/04/2009 By: MrMisio Kategoria: Opinie, PC, PS2, PS3, PSOne, pl.rec.gry.komputerowe

resident20evil204.jpgJako że jestem fanboyem serii RE a lada dzień wychodzi RE5, po krótce opiszę każdą część RE1,RE2,RE3,RE:CVX,RE4 i jakie wrażenie ona na mnie wywarła i jak ją oceniam w celu podsumowania. Niestety muszę pominąć wersje na gacka, gdyż nie dane mi było ich przejść. Oceniam bardzo subiektywnie, oceny są z perspektywy czasu kiedy zostały wydane owe gry.

Resident Evil (1996)

Do gry dosiadłem się zaraz po zmnianie NESa na PSX, o ile dziś filmowe intro jest bardziej śmieszne niż straszne, a voice acting jest wręcz tragiczny to wtedy byłem pod wielkim wrażeniem teco co ujrzałem, usłyszałem głos ludzi w grze, a nie tylko pierdzące melodyjki z nesa (bez obrazy dla super mario bros.). Gra okazała się dla mnie za trudna, tym bardziej że po angielsku umiałem wtedy tylko słówka typu “fuck”, “ok”. Jednak wróciłem do niej w 2003 i przeszedłem z pełną determinacją a nie była łatwa, do dziś mi się śni zmiana warty gdy w domu po zombiakach pojawiły się huntery…

Grafika: 7
Dźwięk: 6
Grywalność: 7,5
Trudność: 9
Fabuła: 8
Replayability: dla mnie małe (ukończono 1 raz ze względu na trudność i poziom strachu i frustracji)

Resident Evil 2: Dual Shock Edition (1998)

Począwszy od dema umieszczonego w “Oficjalnym polskim…” wiedziałem że będzie to świetna gra. Napisano chyba o niej wyszstko więc dodam tylko że w stosunku do poprzedniej części dostaliśmy mocniejszą fabułę, więcej amunicji, ciut niższy poziom trudności, zniknęły też huntery.

Grafika: 8
Dźwięk: 8
Grywalność: 9
Trudność: 6,5
Fabuła: 9,5
Replayability: umiarkowanie duże (ukończyłem licząc poszczególne scenariusze 12-15 razy)

Resident Evil 3: Nemesis (1999/2000)

Część przez wielu gnojona, przeze mnie wychwalana. Z RE2 przegrywa fabułą… i tylko fabułą, diametralnie poprawiono animację zomiaków i ich wirtualizację śmierci, umożliwiono robienie uników, bardzo ładne prerendery, oraz fmv, gra przyjemna do grania, więcej strzelania niż w poprzednich częściach, można było bardziej poczuć atmosferę miasta zdominowanego przez zombiaki. No i te bicie serca Nemesisa gdy był blisko… Huntery też wróciły.

Grafika: 9
Dźwięk: 8
Grywalność: 9
Trudność: 7
Fabuła: 6,5
Replayability: bardzo wysokie (ukończyłem ją 21 albo 22 razy co stanowi mój rekord, dotąd nie pobity)

Resident Evil: Code Veronica X (2001)

Zmiana platrofmy i pierwsze zmiany w technice gry. O ile lubiane przeze mnie “czołgowe” sterowanie postacią pozostało to już tła znikneły na rzecz prawdziwej grafiki 3D. Niestety świat gry był trochę blurrowaty, co zastanawiało mnie jakby wyglądały pre rendery na ps2? Widząc tła z RE zero  na gacka zacząłem za nimi tęsknić, bo po co u licha w CVX statyczna (w 85%) kamera + pełne tła w 3D? W grze niesamowicie wciągnęła mnie fabuła. Jest i niespełnione uczucie, żal, tęsknota, jak i walka o przetrwanie. Jakimś cudem zombiaki w przeciwieństwie do RE3 nie rozpadają się na kawałki, co oceniam na krok wstecz, jednak mimo wszystko gra jest długa, ciekawa, umielbiam ją, chociażby za przepiękną muzykę. Huntery obecne :)

Grafika: 7
Dźwięk: 9,5
Grywalność: 8,5
Trudność: 7,5
Fabuła: 9
Replayability: umiarkowanie duże (ukończono 5-6 razy)

Resident Evil 4 (2005)

Napisano i powiedziano o niej chyba wszystko. Przy niej nawet bardzo dobry Code Veronica blednie i wymięka… Ciężko uwieżyć że udało się wpakować do ps2 taką grę (podobnie jak Snake Eatera). Niestety fabuła spadła bardzo nisko jak dla mnie, wioska w Hiszpanii? Porwana córka prezydenta USA?  Zamek, Napoleon Bonaparte 120 cm i jego krzyżowcy? Fantazje.. za to dostaliśmy super grę akcji i strzelania. Hunterów brak, za to są inni przeciwnicy o których strach się wypowiadać… Tu nawet chwile nie tęskniłem za sterowaniem czołgiem i pre renderami phi…

Grafika: 10
Dźwięk: 8,5
Grywalność: 10
Trudność: 9
Fabuła: 3,5
Replayability: spore ze względu na gameplay, ale oznacza ciężką przeprawę (ukończono wszystko 1 raz)

Resident Evil 5 demo (2008/2009)

Zagrałem po raz pierwszy, pobiło mnie sterowanie i to że zabiła mnie horda czarnych zombie(?) Po tygodniu odpaliłem drugi raz i miałem najlepsze 20 minut od czasów RE4, stwierdziłem że gra jest warta tego, by jeszcze raz przejść CVX i RE4 aby się nakręcić co właśnie robię : P

Na koniec kilka tekstów które śnią mi się po nocach od lat.

“Self Desctruct System has been activated, this system will not be aborted, all personel evacuate immideatly!” występuje zarówno w RE,RE2,RE3 i CVX

-Chris, and the other S.T.A.R.S. members discovered… Umbrella was behind everything… they risk their lives to reveal the truth… but no one bellived them… no long after that… all this started to happen… UUooo
-Hang in there!
-Don’t worry bout me, just rescure the survivors in the other rooms, here tke this key card… you should be albe to open doors with this… now go…
-But?
-Just GO! (click)
-Fine! But I come back to you, just hold on!

Autor: kamil_pl

Źródło: pl.rec.gry.komputerowe

1 Komentarz »
  1. Resident Evil 5 (konsole)

    Wydawałoby się, że grając w RE4 przez ponad pół roku powinienem odnaleźć się bez problemu w kolejnej odsłonie. Mam natomiast cały czas poczucie, iż czegoś nie robię do końca tak jak należy. W 4-ce był patent ze skarbami, a dokładniej mówiąc z ich miksowaniem, co podwyższało finalnie kilkakrotnie ich wartość. W RE5 wygląda to podobnie, też są jakieś posążki w których widać (niestety jedynie z bliska; jest obracanie przedmiotów, przybliżania - brak), że są wybrakowane ale opcja z kombinowaniem/miksowaniem nie działa :( Czy ktoś to może rozgryzł, o co chodzi??

    Co do samej gry myślałem, że oczaruje mnie od momentu odpalenia. Niestety tak się nie stało, przynajmniej od razu. Pomijam to, że ciężko mi było się przestawić na “murzyńskie” klimaty - jakieś takie niestraszne. Wiochy z wieśniakami w świetle księżyca, zamki, ponure kościoły i cmentarze + zakapturzeni mnisi, jakieś sekty - pachniało grozą od samego początku.

    Tu mamy jakąś kalkę z bambo skąpanym w afrykańskim słońcu + paru wąsatych “Boratów” aby nie było Rasistowskie Zło 5. Wiem, że marudzę i nie wiem w którym momencie pojawił mi się w końcu banan na twarzy. Na pewno nie było to po 15 czy 30 minutach gry. Trzeba trochę dopalić pukawki aby rozkoszować się pokonywaniem z finezją kolejnych nie/ludzkich przeszkód. A po zejściu do jakichś tuneli gdzie laska przyświeca nam latarką i g… widać, robi się dobrze. Dalej jest już jedynie lepiej. Chapter 4 to już mistrzostwo świata w każdym aspekcie. Ani najnowszy Tomb ani Prince nie dorównują lokacjami do pięt temu co można tam zobaczyć. Jedyne porównanie jakie mi się nasunęło grając w RE5 to Lost Planet. Tam tez był patent ze zmieniającą się porą dnia, gdzie śnieg w zachodzącym słońcu wyglądał bardzo podobnie. Drugą lokacją natomiast była jaskinia z latającymi robalami i jej oświetlenie.

    Strzelanie bez możliwości biegania sprawdza się jak zwykle rewelacyjnie. Dodaje to dodatkowo odrobiny sadyzmu, gdzie nie biegasz jak winnych strzelankach jak kot z pęcherzem, tylko czekasz na swoją ofiarę obmyślając w jak wyrafinowany sposób tym razem pozbędziesz się oponenta.

    Killzone powalił mnie od pierwszych sekund i nie pozwolił oderwać się do samego końca. RE5 pochłonął po jakimś czasie tak jak Czwórka. Mało jest takich gier, do których wracam. W tym przypadku jestem pewien, że murzyni długo jeszcze nie będa mogli spać spokojnie

    Autor: Moorby

    Źródło: pl.rec.gry.konsole

    Komentarz od SK — 14/08/2009 @ 00:13

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz