<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.3.1" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu: Resident Evil - seria</title>
	<link>http://termopile.com/2009/04/11/resident-evil-seria/</link>
	<description>Termopile.com :: Amatorski portal głównie o grach komputerowych</description>
	<pubDate>Fri, 17 Apr 2026 09:23:45 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3.1</generator>
		<item>
		<title>Przez: SK</title>
		<link>http://termopile.com/2009/04/11/resident-evil-seria/#comment-367</link>
		<dc:creator>SK</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 13 Aug 2009 23:13:20 +0000</pubDate>
		<guid>http://termopile.com/2009/04/11/resident-evil-seria/#comment-367</guid>
		<description>Resident Evil 5 (konsole)  

Wydawałoby się, że grając w RE4 przez ponad pół roku powinienem odnaleźć się bez problemu w kolejnej odsłonie. Mam natomiast cały czas poczucie, iż czegoś nie robię do końca tak jak należy. W 4-ce był patent ze skarbami, a dokładniej mówiąc z ich miksowaniem, co podwyższało finalnie kilkakrotnie ich wartość. W RE5 wygląda to podobnie, też są jakieś posążki w których widać (niestety jedynie z bliska; jest obracanie przedmiotów, przybliżania - brak), że są wybrakowane ale opcja z kombinowaniem/miksowaniem nie działa :( Czy ktoś to może rozgryzł, o co chodzi??  

Co do samej gry myślałem, że oczaruje mnie od momentu odpalenia. Niestety tak się nie stało, przynajmniej od razu. Pomijam to, że ciężko mi było się przestawić na "murzyńskie" klimaty - jakieś takie niestraszne. Wiochy z wieśniakami w świetle księżyca, zamki, ponure kościoły i cmentarze + zakapturzeni mnisi, jakieś sekty - pachniało grozą od samego początku.  

Tu mamy jakąś kalkę z bambo skąpanym w afrykańskim słońcu + paru wąsatych "Boratów" aby nie było Rasistowskie Zło 5. Wiem, że marudzę i nie wiem w którym momencie pojawił mi się w końcu banan na twarzy. Na pewno nie było to po 15 czy 30 minutach gry. Trzeba trochę dopalić pukawki aby rozkoszować się pokonywaniem z finezją kolejnych nie/ludzkich przeszkód. A po zejściu do jakichś tuneli gdzie laska przyświeca nam latarką i g... widać, robi się dobrze. Dalej jest już jedynie lepiej. Chapter 4 to już mistrzostwo świata w każdym aspekcie. Ani najnowszy Tomb ani Prince nie dorównują lokacjami do pięt temu co można tam zobaczyć. Jedyne porównanie jakie mi się nasunęło grając w RE5 to Lost Planet. Tam tez był patent ze zmieniającą się porą dnia, gdzie śnieg w zachodzącym słońcu wyglądał bardzo podobnie. Drugą lokacją natomiast była jaskinia z latającymi robalami i jej oświetlenie.  

Strzelanie bez możliwości biegania sprawdza się jak zwykle rewelacyjnie. Dodaje to dodatkowo odrobiny sadyzmu, gdzie nie biegasz jak winnych strzelankach jak kot z pęcherzem, tylko czekasz na swoją ofiarę obmyślając w jak wyrafinowany sposób tym razem pozbędziesz się oponenta.  

Killzone powalił mnie od pierwszych sekund i nie pozwolił oderwać się do samego końca. RE5 pochłonął po jakimś czasie tak jak Czwórka. Mało jest takich gier, do których wracam. W tym przypadku jestem pewien, że murzyni długo jeszcze nie będa mogli spać spokojnie  

Autor: Moorby  

Źródło: pl.rec.gry.konsole</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Resident Evil 5 (konsole)  </p>
<p>Wydawałoby się, że grając w RE4 przez ponad pół roku powinienem odnaleźć się bez problemu w kolejnej odsłonie. Mam natomiast cały czas poczucie, iż czegoś nie robię do końca tak jak należy. W 4-ce był patent ze skarbami, a dokładniej mówiąc z ich miksowaniem, co podwyższało finalnie kilkakrotnie ich wartość. W RE5 wygląda to podobnie, też są jakieś posążki w których widać (niestety jedynie z bliska; jest obracanie przedmiotów, przybliżania - brak), że są wybrakowane ale opcja z kombinowaniem/miksowaniem nie działa :( Czy ktoś to może rozgryzł, o co chodzi??  </p>
<p>Co do samej gry myślałem, że oczaruje mnie od momentu odpalenia. Niestety tak się nie stało, przynajmniej od razu. Pomijam to, że ciężko mi było się przestawić na &#8220;murzyńskie&#8221; klimaty - jakieś takie niestraszne. Wiochy z wieśniakami w świetle księżyca, zamki, ponure kościoły i cmentarze + zakapturzeni mnisi, jakieś sekty - pachniało grozą od samego początku.  </p>
<p>Tu mamy jakąś kalkę z bambo skąpanym w afrykańskim słońcu + paru wąsatych &#8220;Boratów&#8221; aby nie było Rasistowskie Zło 5. Wiem, że marudzę i nie wiem w którym momencie pojawił mi się w końcu banan na twarzy. Na pewno nie było to po 15 czy 30 minutach gry. Trzeba trochę dopalić pukawki aby rozkoszować się pokonywaniem z finezją kolejnych nie/ludzkich przeszkód. A po zejściu do jakichś tuneli gdzie laska przyświeca nam latarką i g&#8230; widać, robi się dobrze. Dalej jest już jedynie lepiej. Chapter 4 to już mistrzostwo świata w każdym aspekcie. Ani najnowszy Tomb ani Prince nie dorównują lokacjami do pięt temu co można tam zobaczyć. Jedyne porównanie jakie mi się nasunęło grając w RE5 to Lost Planet. Tam tez był patent ze zmieniającą się porą dnia, gdzie śnieg w zachodzącym słońcu wyglądał bardzo podobnie. Drugą lokacją natomiast była jaskinia z latającymi robalami i jej oświetlenie.  </p>
<p>Strzelanie bez możliwości biegania sprawdza się jak zwykle rewelacyjnie. Dodaje to dodatkowo odrobiny sadyzmu, gdzie nie biegasz jak winnych strzelankach jak kot z pęcherzem, tylko czekasz na swoją ofiarę obmyślając w jak wyrafinowany sposób tym razem pozbędziesz się oponenta.  </p>
<p>Killzone powalił mnie od pierwszych sekund i nie pozwolił oderwać się do samego końca. RE5 pochłonął po jakimś czasie tak jak Czwórka. Mało jest takich gier, do których wracam. W tym przypadku jestem pewien, że murzyni długo jeszcze nie będa mogli spać spokojnie  </p>
<p>Autor: Moorby  </p>
<p>Źródło: pl.rec.gry.konsole</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
