Crysis 3 – pierwsze wejście w świat

crysis3-a.jpg

Słowem wstępu (choć napisane na końcu) – zrobił mi się felieton o wszystkim, to znaczy o moim postrzeganiu świata gier na przełomie lat (wieków hehe) trochę zainspirowany Crysisem i próbą oceny pierwszego spotkania z trzecią częścią gry. Więc nie znajdziecie tutaj zbyt dużo o grze Crysis 3…

* * *

Crysis 3 to, co łatwo odgadnąć, trzecia część serii Crysis – gry video, która wyrobiła sobie rozpoznawalną markę. Głównie za sprawą dążenia do coraz bardziej realistycznej prezentacji grafiki, podnoszenia ilości detali oraz wyciskania siódmych potów ze sprzętu graczy na całym świecie. Dodając do wyśmienitego obrazu wartką akcję w klimatach SF – seria Crysis zagościła na dyskach wielu komputerów graczy jak i pojawiła się na konsolach. Każda kolejna część poprzedzona była oczekiwaniem na to, co nowego w kwestii technicznej generowania obrazu pokażą twórcy gry. A jak już pokażą, to czy rozgrywka będzie dobra czy bardzo dobra miało mniejsze znaczenie. Crysis 3 ma nas przekonać, że z jednej strony dostaniemy kolejny postęp w dziedzinie grafiki w grach video a z drugiej fabularnie spójną a jednocześnie dynamiczną, niezwykle grywalną rozrywkę. Pogramy zobaczymy.

crysis3-b.jpg

Od czegoś trzeba zacząć.

Zacznę od tego, że nie będę się skupiał na tym co oczywiste – postępie w grafice. Zakładamy, że Crysis to fenomen w tej dziedzinie, pionier wręcz. I tutaj wszystko gra. Jest jak powinno być. Crysis wytycza drogę dla innych gier i ich jakości pod kątem wizualizacji światów wirtualnych. Kiedyś robił to inny człowiek, ten co stworzył serię Doom a część trzecia, czyli Doom 3 było takim postępem, skokiem technologicznym, w minionych czasach. Jednak liderzy się zmieniają. Starzy odchodzą – jak pokazuje wspomniany przypadek – na własne życzenie. Cóż. Człowiek, który stwierdza, że gracze na PC to w większości piraci i nie będzie dla nich robił gier, pomijając, że zbiera gromy od społeczności, to sam odrzuca możliwości techniczne i moc obliczeniową drzemiącą w kolejnej generacji sprzętu komputerowego. Cóż, konsole ówczesnej generacji (PS3, XBOX360) to raczej nie demony prędkości więc pokazać tutaj innowacyjnej grafiki nie można. Milczeniem pominę, że RAGE, gra która ukazała się na konsole i PC nie potrafiły wykorzystać mocy komputerów PC. Graczy zaś rozsierdziło dość mocno to, że pojawiły się problemy techniczne ze sterownikami do kart Radeon. Cóż, dobrej opinii to twórcom nie zrobiło, bo choć wina leży po stronie innych programistów, to jednak wypuszczenie gry o której wiadomo, że będą z nią problemy – przepełniło czarę goryczy.

Crysis 3 nie popełnia takich (szkolnych) błędów. To produkcja nastawiona na sukces. Szeroki marketing, pokazanie jeszcze więcej jakości wizualnej, obietnica zadowolenia od strony fabularnej, uzupełniająca powieść (książka Gavina Smitha pt. Crysis – Eskalacja) i co najważniejsze – uznana marka spełniająca oczekiwania graczy.

Wróćmy do samej gry – początku. Jak obiecałem – nie piszę o zachwytach nad grafiką. Specjalnie gram w gry w niższych rozdzielczościach i bez ekstremalnych ustawień. Pozwala to ocenić inne aspekty gry. Dla mnie są to (wszystkie): grafika, dźwięk, fabuła i ta nieuchwytna grywalność, łącząca się z klimatem i ogólną przyjemnością z obcowania z grami. Grywalność jako wynikowa trzech wcześniej wspomnianych (grafika, dźwięk, fabuła) to ocena zbiorcza dla danej produkcji. Wg mnie liczą się zawsze dwa z trzech z naszego tria. I tak dobra grafika i dobry dźwięk ale bez fabuły – często jest mało grywalną produkcją. To raczej demo technologiczne niż coś, z czego można czerpać przyjemność grania. Ale już dobry dźwięk i dobra fabuła nawet przy słabej grafice – pozwala grze być grywalną. Gry bez dobrego dźwięku są gdzieś pośrodku. Spełnienie trzech dobrych elementów zaś jest ponad wszystkim.

Dlaczego grafika – jak wynika z opisu – jest najmniej istotna? Patrząc z perspektywy gracza i użytkownika komputerów od czasów gdy grami były białe linie i kwadrat zamiast piłki (Pong!) wysnułem teorię, iż przyzwyczailiśmy się. To co widzimy, świat wirtualny, jest umowny i mózg robi użytek z neuronów „dopowiadając” brakujące elementy. Trochę z tym jak z czytaniem książek – wyobraźnia czaruje obrazy na podstawie czarnych liter. Tak samo jak grając w River Raid na 8-bitowym Atari każdy chłopak czuł się jak pilot myśliwca, wręcz jakby w nim siedział. I bez problemu rozpoznawał kilka pikseli od innych kilku pikseli. To czołg. To śmigłowiec. To rakieta. Każdy chłopak grający w Road Race w kilku pikselach widział policję, samochody, miasta i czuł się jakby brał udział w wyścigach i pościgach.

Z dźwiękiem jest i trochę gorzej i trochę lepiej. Płyta CD jednym skokiem jakości dźwięku ustaliła poprzeczkę na poziomie, gdzie człowiek nie musi mieć więcej. Owszem, z czasem doszło więcej kHz i więcej kanałów – 5.1 czy 7.1. Ale tej różnicy niewiele osób jest w stanie usłyszeć. Można powiedzieć, że dźwięk jakości CD to taki etap dla grafiki, gdy ta przekroczy zdolność optyczną oka. Bo dźwięk CD przekroczył zdolność ludzkiego ucha. Więc dźwięk mamy już za sobą. A dla oka grafika nie jest dokonała, dalej są piksele, tekstury, polygony, którym może już nie tak daleko do bariery związanej z progiem widzenia i rozróżniania szczegółów. Dalej mózg uzupełnia. No i dalej mózg wie, że to fikcja. Fikcyjny obcy na ekranie to fikcja. Dlatego też dobry dźwięk do gorszej grafiki jest atutem. Zły dźwięk zaś to punkty ujemne a czasem wręcz niemożliwość grania – bo irytuje bardziej niż kwadratowa szczęka ze zbyt małej ilości polygonów.

Fabuła jest najważniejsza. Nie musi to być szekspirowska intryga. Ale najważniejsze, by nie traktowała graczy jak kretynów. Owszem, są gry abstrakcyjne, ale tego typu rozgrywki są bardziej wyzwaniem dla intelektu lub przynajmniej poczucia humoru. Gdy zaś gra opowiada jakąś historię dość spójnie – to jest sukces. Bo to może wciągnąć. Nawet jeśli historia jest prosta jak budowa cepa. Ot, w takiej serii Painkiller fabułą jest prosta – idziesz i się mścisz lub walczysz by przetrwać aby na końcu dokopać największemu złemu w okolicy. Spójna, prosta, i nie stara się być czymś czym nie jest. Taką prostotę łatwo popsuć. Wystarczy dorzucić za dużo jakiegoś przesłania całkiem „z czapy” (np. zabijaj wszystko, ale staruszki przeprowadzaj przez ulicę). W każdym bądź razie – fabuła ma zespajać całość w jedność. Stwarzać klimat i wciągać gracza w wielogodzinny maraton. Wtedy jest dobrze. Tak jak w marnym wizualnie i dźwiękowo klasyku Space Hulk, gdzie fabuła sprowadzała się do treningu umysłu w jednym celu – jak zespół space marines może przetrwać atak obcych w labiryncie korytarzy, gdy dysponuje ograniczoną ilością uzbrojenia. Pamiętam noce spędzone przed pikselami na ekranie. Godziny poświęcone na ciągłe powtórki i próby kolejnych strategii by posunąć się o kolejny level up. Tak, to była grywalna gra. Choć za licho w niej nie było wysokiej jakości grafiki czy dźwięku.

crysis3-c.jpg

Crysis 3. Pierwsze spotkanie z grą – całkiem pozytywne. Jak na grę akcji, to człowiek dostaje trochę akcji, strzelania i zabawek. Nanokombinezon jest jedną z nich. To gadżet lepszy niż zabawki Jamesa Bonda. Do tego rożnego rodzaju broń, amunicja, granaty i łuk :) Ciekawe czy Lara Croft będzie mieć podobny ;) Raczej nie - choć tak mi się właśnie skojarzyło, bo premiera nowego Tomb Raidera już niebawem (kolejna gra, która przeżyła już zmianę pokoleń – pamiętają ją rodzice obecnych graczy).

Crysis 3. Tak więc początek jest dobry i zapowiada, że jeśli chodzi o akcję będzie wiele. Jednak dopiero dłuższe obcowanie z grą (którą w trybie single podobno można przejść w 10 godzin) da odpowiedź jak z fabuła oraz całkowita grywalnością…

Brak komentarzy »

Nikt tego jeszcze nie skomentował.

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz