Zdjecie Wkrotce
Publicystyka,  Varia

Gender, genderqueer i homo terroryści

OMFG chciałoby się rzec, chwytając się za głowę. O co tym ludziom chodzi. Już dziadek przy oborze dekady temu tłumaczył, że krowa co głośno ryczy mało mleka daje. Ryk jest przeogromny i z każdej strony, ale gdzie to mleko? Żeby choć jakaś jego obietnica… w przyszłości.

Tematem gender całkowicie się nie interesuję. Ale zaczyna on wypływać już z każdej strony. A gdy zaczyna wypływać ze strony, która jest ostatnia po której bym się tego spodziewał – to coś musi być na rzeczy.

GNOME to środowisko graficzne dla wszelkiej maści dystrybucji Linuksa. Pracami rozwojowymi, czyli ogólnie rzecz ujmując programowaniem zajmuje się specjalnie na ten cel powołana organizacja non-profit – Fundacja GNOME. Zbiera ona datki od firm komercyjnych, takich jak RED HAT, IBM, Google i innych, które są zainteresowane, aby ktoś czuwał i rozwijał wolne oprogramowanie z otwartym kodem źródłowym. Firmy sponsorują więc prace a potem wykorzystują środowisko GNOME w swoich produktach komercyjnych. Inni – nawet ci co nie płacą – także mogą korzystać z GNOME.

Jak w wielu tego typu przypadkach każdy może zostać sponsorem wpłacając dobrowolny datek na rzecz fundacji. Można Adoptować Hakera za 10 dolarów miesięcznie, kupić gadżety (25-500 dolarów) itd…

I w ten świat informatyki niespodziewanie wkracza tajemniczy, mistyczny Gender. Ni z gruchy, ni z pietruchy. Fundacja GNOME postanowiła wesprzeć projekt Outreach Program for Women i … ogłosiła: „The Foundation does not have any cash reserves right now„. Czyli tłumacząc na nasze, spłukali się do czysta. „Wydaliśmy wszystkie wasze pieniądze na zatrudnienie stażystów, aby wyrównać szanse kobiet w projektach open source”. Więc jest mleko – tylko mleko właśnie się rozlało…

I w ten oto sposób walka o równouprawnienie wzięła w łeb. Mniejszość spowodowała, że cierpi większość. Bo tu należy przypomnieć, że Fundacja GNOME nie miała się zajmować tym, żeby wyrównywać szanse kobiet i innych genderów tylko rozwijać oprogramowanie GNOME.

Ponieważ w obecnych czasach nie chodzi już o walkę tylko 2 płci ale o walkę wielu płci, gdzie te w mniejszości starają się zakrzyczeć większość. Tak mi przynajmniej wychodzi z pobieżnego zgłębiania tematu gender (ośmielę się pisać dalej z małej litery, bo to chyba nie nazwa własna – komisarz Gondor może i tak, ale gender raczej nie).

Więc odkryłęm gender. A zaraz potem genderqueer. Czyli wszystkie twarze gendera. Parafrazując tytuł powieści Fifty Shades of Grey (E.L. James) mamy obecnie 56 odmian gendera. Przynajmniej tyle na luty 2014 roku podaje Wikipedia powołując się na dane z Facebooka, a konkretnie na wszystkie możliwe opcje wyboru innych płci jeśli nie pasuje użytkownikowi jedna ze staromodnych czyli kobieta lub mężczyzna.

Agender, bigender, cisgender… Nazwy kojarzące się z sonatą i zapisem nutowym, z tą tylko różnicą, że sonata to przeważnie utwór na jeden lub dwa instrumenty (ale i na więcej). To może bardziej symfonia by tutaj pasowała. Symfonia cis-moll kontra Genderqueer cis-gender.

No dobrze, ale przecież przy GNOME nie było nic o samych genderach. Było o mniejszościach – czyli o mniejszej ilości kobiet w projektach open-source.

I tak się trochę zastanawiam po co to wyrównywanie szans. Czemu ono czasem służy. Gdy jest wbrew naturze. Znam dobrych programistów mężczyzn i dobre programistki(?) kobiety. Te drugie nie muszą sobie niczego wyrównywać. Bo przy kodowaniu i takich tam sprawach technicznych informatycznych liczy się wiedza. Jak ktoś jest dobry – to ma wzięcie bez względu na płeć. A jak ktoś jest zły – to na siłę się go nie ulepszy. Chyba, że czarną magią i zaklęciami.

Podobnie się ma sprawa z genderami. Jak ktoś jest cis-gender a nie potrafi programować ani tego nie czuje – po jakie licho na siłę starać się zrobić z niego (niej? onego? onogo?) kogoś, kim nie jest i nie ma szansy, żeby był.

No ale krzyk jest – mniejszość domaga się i basta.

Nie tak dawno wielki krzyk podniosły mniejszości seksualne, i taki ryk się zrobił, że Brendan Eich, twórca języka Java Script, doskonały programista i wieloletni współpracownik po 9 dniach od awansu na Prezesa Mozilli Corporation ustąpił ze stanowiska. I odszedł z firmy jeśli dobrze pamiętam. Dlaczego? Bo był przeciwnikiem małżeństw homoseksualnych i gdzieś kiedyś wsparł finansowo działania zgodne z jego przekonaniami. Homo terrorystyczna mniejszość wykazała się nietolerancją – a to przecież oni walczą o tolerancję, nieprawdaż?

Szczerze powiem nie rozumiem o co tym ludziom chodzi. Widzę, że w świat kodu, programów komputerowych i informatyki coraz natrętniej wkraczają jakieś mniejszości – i to tak całkiem z czapy. Czy to za sprawą wyrównywania szans czy nietolerancji to te mniejszości wyrządzają krzywdę nam wszystkim. Brak środków na rozwój GNOME może skutkować odwróceniem się części sponsorów w dalszej perspektywie. Zwrócą się ku alternatywnym rozwiązaniom. Zmuszenie do rezygnacji człowieka, który mógł zrobić wiele dobrego choćby dla przeglądarki Firefox też nie jest niczym dobrym. A na pewno chwalebnym.

Wychodzi na to, że ciężkie czasy nadchodzą. Zwłaszcza dla jasnoskórych heteroseksualnych mężczyzn (których chyba jednak ciągle jest większość, jeśli nie liczyć Chin). Co by taki człowiek nie powiedział, nie zrobił – to niemal każda mniejszość może o go o coś oskarżyć.

A po tym artykule mogę znienacka zostać obwołany nietolerancyjnym szowinistycznym homofobem i rasitą, który krytykuje filozofię(?) gender i żartuje z cis-gender nie mając bladego pojęcia co to jest.

I chyba nie chcę wiedzieć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *